Istnieje kilka widocznych gołym okiem oznak starzenia się, zauważanych niemal przez każdego. Są to: lwia zmarszczka, kurze łapki, wiotka skóra, cienie pod oczami oraz bruzdy nosowo-wargowe. Jeśli więc ktoś przychodzi do lekarza medycyny estetycznej z problemem starzejącej się twarzy, to właśnie tych mankamentów (wszystkich naraz lub niektórych z nich) chciałby się pozbyć najczęściej.

kwas

Najpopularniejsza metodą likwidowania bruzd nosowo-wargowych jest wypełnienie ich kwasem hialuronowym 9fot. arch własne)

Charakterystyczne jest jednak, że kobietom każdy tych objawów starzenia przeszkadza mniej więcej w równym stopniu, natomiast mężczyznom najbardziej psują samopoczucie bruzdy nosowo-wargowe, i to o nich będzie dzisiejszy tekst. To naprawdę bardzo konkretny problem, a wcale nie ma zbyt wielu metod, by się go pozbyć.

Czym są i jak powstają bruzdy nosowo-wargowe
Bruzdy nosowo-wargowe to nie zmarszczki, więc i metody, które stosujemy na zmarszczki, nie sprawdzą się. Zmarszczka jest to skóra zagnieciona wskutek pracy mięśni. Bruzdy natomiast powstają inaczej. Sięgają one od zewnętrznej części skrzydełka nosa do kącika ust, występują więc w okolicy, gdzie skóra i powęzie są „przyklejone” do kości twarzoczaszki za pomocą więzadeł. Aby powstała bruzda niezbędne są trzy czynniki: nadmiar skóry (luźna skóra), siła ciężkości, która powoduje jej opadanie, oraz opór lub ograniczenie ruchomości (w tym przypadku powoduje go fakt, że skóra jest przyczepiona do kości). U młodej osoby skóra jest napięta. Z wiekiem zaczyna opadać, ale na tej właśnie linii napotyka na opór, więc opada. W początkowej fazie widać tylko pogłębiające się zapadniecie, coś jak wąwóz, ale im człowiek starszy, tym bardziej skóra zaczyna obwisać, i powstaje jakby nawis nad tym zapadnięciem.
Skąd to opadanie skóry? Wiele razy na blogu pisałem o tym, jak przebiega starzenie twarzy – tkanki głębokie się przebudowują, stopniowo zanika tkanka mięśniowa i tłuszczowa, przebudowują się też kości twarzoczaszki. Do tego działa siła ciężkości, która ciągnie skórę w dół. Ale jest jeszcze jeden ważny komponent procesu starzenia się. Otóż tkanka tłuszczowa nie tylko stopniowo zanika, ale dodatkowo tłuszcz przesuwa się i opada, więc może powstawać nie tylko nawis skóry, ale i wałeczek tłuszczowy.
Nieduże bruzdy nosowo-wargowa istnieją zawsze. Nie dążymy do tego, żeby ich w ogóle nie było, bo wówczas twarz wyglądałaby nienaturalnie. Natomiast u osób 35, 40, 45+ zaczynają się pogłębiać, i wówczas osoby te szukają pomocy. Jedno jest pewne – prędzej czy później problem bruzd nosowo-wargowych dotknie każdego.

Bruzdy nosowo-wargowe, jak je zlikwidować?
Numerem jeden na bruzdy jest kwas hialuronowy, stosowany na ten mankament urody od dawna. Do niedawna była to też jedyna metoda, choć dodajmy od razu, że nie zawsze są wskazania do stosowania HA. Kwas ma pewne ograniczenia. Jego stosowanie ma sens, gdy bruzda nie jest za duża, gdy nie ma jeszcze wałeczka tłuszczowego ani zagniecenia skóry (bo wcześniej czy później w dnie bruzdy może się zrobić zmarszczka). Kwas hialuronowy jest bowiem plastyczny i nie jest w stanie skorygować dużego nawisu czy zapadnięcia – lekarz powinien umieć to ocenić przed podjęciem się wykonania zabiegu. No dobrze, ale jeśli nie kwas hialuronowy, to co?
Można go zastąpić biostymulatorem, czyli preparatem, który nie jest wypełniaczem, natomiast działa w ten sposób, że zmusza komórki do produkcji kolagenu, i to ten kolagen tworzy wypełnienie. Technika podania jest taka sama. Są dwie podstawowe różnice między HA i biostymulatorem: pierwsza – HA działa od razu, a na działanie biostymulatora trzeba zaczekać, oraz druga – biostymulator daje naturalniejszy efekt, i utrzymuje się dłużej.
Jeśli ktoś ma małe bruzdy, zwykle proponuję kwas hialuronowy, aby zobaczył, jak się będzie w ogóle czuł, gdy bruzdy się zmniejszą. Jeśli bruzdy są większe, to zalecam od razu biostymulator.
Najpopularniejszym biostymulatorem jest kwas l-polimlekowy (sculptra), ale on akurat na bruzdy się nie nadaje. Kwas polimlekowy to wodna zawiesina, która w tak trudnym miejscu jak bruzdy mogłaby się pod skórą przesunąć wskutek pracy mięśni przy mówieniu czy jedzeniu. Innym biostymulatorem  jest hydroksyapatyt wapnia, ale go nie stosuję.
Jestem natomiast gorącym zwolennikiem poliprolaktonu (Ellanse) – nowego biostymulatora, który z powodzeniem stosuję od półtora roku i jestem bardzo zadowolony z jego efektów (pacjenci oczywiście też). Poliprolakton ma konsystencję dosyć gęstą, a więc łatwo i precyzyjnie można go podać w te miejsca, gdzie jest potrzebny. Zaznaczam jednak, że poliprolakton sprawdza się w sytuacjach, gdy nie ma nawisu. Kiedy już skóra utworzy nawis, to nic nie osiągniemy ani samym poliprolaktonem ani kwasem hialuronowym. Wtedy trzeba w pierwszej kolejności podciągnąć skórę do góry (np. zabiegami wolumetrycznymi lub nićmi) albo odtworzyć zaniki powyżej policzka. Dopiero wówczas można wprowadzić HA albo poliprolakton. Poliprolakton czy kwas hialuronowy nie sprawdzi się też do końca, gdy istnieje wałeczek z tłuszczu. Wówczas najpierw trzeba ten tłuszcz rozpuścić (np. podając preparat rozpuszczający tłuszcz), a dopiero potem zająć się wypełnieniem bruzd.
Jak więc widać, ten na pozór najbanalniejszy zabieg okazuje się dość skomplikowany i obwarowany szeregiem zastrzeżeń. A pozostaje jeszcze, też nieoczywista dla wielu osób, kwestia bezpieczeństwa.

Bezpieczeństwo zabiegu na bruzdy nosowo-wargowe
Jeśli mówimy o niebezpieczeństwie stosowania wypełniaczy, to bruzdy nosowo-wargowe są takim miejscem, do którego szczególnie się to odnosi. Pod nimi biegną bowiem tętnice o sporym kalibrze. Leżą wprawdzie głęboko, ale mimo to istnieje ryzyko. I nie chodzi o uszkodzenie tych naczyń – to spowodowałoby co najwyżej siniak, trzeba mieć świadomość, że można wstrzyknąć preparat w ich światło i spowodować zatkanie naczyń, co grozi martwicą tkanek na twarzy. Piszę o tym raz po raz, bo wiem, że takie przypadki się zdarzają. Lekarz wykonujący zabieg powinien mieć tego świadomość. Powinna ją też mieć kosmetyczka (bo niestety i one biorą się za wypełnianie bruzd), nim weźmie na siebie całą związaną z tym odpowiedzialność.

Share this article