Pokażę dzisiaj przypadek młodej pacjentki, która miała na czole pojedyncze blizny po ospie. Niby problem nie jest duży, ale warty pokazania, bo wiele osób ma raptem jedną czy dwie blizenki i zastanawia się, czy da się je poprawić, czy lepiej nie ruszać.

Po zabiegach dwie blizny u pacjentki są niewidoczne, choć skóra jeszcze nieznacznie różni się kolorem, a trzecia jest ledwie widoczna (jest o 2/3 płytsza). Na początku blizny były jaśniejsze niż skóra w okolicy. Choć na ogół odbarwienia skóry są trudne do zniwelowania, to w tym konkretnym przypadku jest na to szansa.

Blizny po ospie, w porównaniu na przykład z bliznami pooparzeniowymi, wydają się łatwiejsze do usunięcia, z drugiej jednak strony są trudniejsze, bo w skórze jest dziura, którą trzeba wyrównać. Na domiar złego przy bliznach zanikowych skóra jest cieńsza w tym miejscu, więc metody wypełniania kwasem hialuronowym czy biostymulatory są nieprzydatne, nie dają efektu. Kiedy więc podejmuję się leczenia takich przypadków, zabieram się do nich inaczej – próbuję przywrócić właściwą grubość skóry, czyli obrazowo z 1 mm grubości zrobić 2 mm. Na ogół stosuję w tym celu frakcyjną RF mikroigłową w połączeniu z laserem frakcyjnym. Efekty, jak widać na zdjęciach, są bardzo dobre.

Blizny po ospie

Przed zabiegiem (fot. arch. własne)

blizny po ospie

Po zabiegu: jedna blizna niewidoczna, druga już w 2/3 spłycona (fot. arch. własne)

blizny po ospie

Blizna na nosie – PRZED zabiegiem

blizny po ospie

PO zabiegu. Blizna niewidoczna (fot. arch. własne)

Share this article